Halloway poprosiła ją o wyjaśnienie. Wyjaśniła, że dzieci Dalhartów nie były jednostkami, lecz przedłużeniem rodziny. Kiedy potrzebowały dziecka, rodzina odprawiała rytuał. Nie opisała go szczegółowo, ale wspomniała o krwi, ziemi i tym, co nazwała „rozmową”, a potem pojawiało się nowe dziecko, nie zrodzone z matki, nie tak, jak dzieci rodzą się normalnie. Po prostu przychodziły na świat w pełni ukształtowane, zintegrowane ze świadomością rodziny. Powiedziała, że dzieci dzieliły jedną świadomość, zbiorowy umysł, który pozwalał im funkcjonować jako jeden organizm rozproszony w wielu ciałach. Dlatego separacja je zabiła. Nie była to trauma ani przywiązanie. To było pęknięcie, jak amputacja kończyny. Ciało mogło przetrwać, ale kończyna nie. A kiedy w latach 70. świadomość rodziny zaczęła się fragmentaryzować, kiedy dzieci zaczęły rozwijać indywidualne tożsamości, stało się tak, ponieważ sama linia krwi umierała. Rytuały ustały. Połączenie zostało zerwane. A bez niego dzieci byłyby tylko ciałami, pustymi skorupami, próbującymi zrozumieć, jak być człowiekiem, nigdy się tego nie ucząc.
Sarah powiedziała Halloway, że jest ostatnią, ostateczną kontynuacją linii, która przetrwała wieki. Powiedziała, że czasami wciąż wyczuwała innych, mimo że nie żyli: głęboką obecność w jej umyśle, głosy, które nie były głosami. Powiedziała, że spędziła większość życia, próbując ich uciszyć, próbując być po prostu Sarą, pojedynczą osobą, po prostu człowiekiem. Ale to nigdy nie działało, ponieważ nie była człowiekiem, nie do końca. Była ostatnią cząstką czegoś starożytnego, czegoś, co pozostawało ukryte w górach przez pokolenia, udając rodzinę, podczas gdy było czymś zupełnie innym. A teraz, nie mając możliwości kontynuacji, nie mając możliwości odprawiania starożytnych rytuałów, nie mając możliwości dania początku kolejnemu pokoleniu, czekała. Czekała, aż linia w końcu się zakończy. Czekała, aż ostatnia nić się zerwie. Spojrzała na Hallowaya siedzącego po drugiej stronie stołu w restauracji i powiedziała: „Kiedy umrę, on umrze razem ze mną. I może tak będzie najlepiej”.
Sarah Dalhart zmarła 9 stycznia 2018 roku. Znaleziono ją w jej mieszkaniu w Bluefield w Zachodniej Wirginii, siedzącą na krześle przy oknie, z rękami złożonymi na kolanach i otwartymi oczami. Koroner oszacował, że nie żyła od trzech dni, zanim ktokolwiek to zauważył. Nie było śladów walki, choroby ani obrażeń. Jej serce po prostu przestało bić. Oficjalną przyczyną zgonu było zatrzymanie krążenia. Jednak koroner zauważył coś nietypowego w swoim raporcie. Jej ciało nie wykazywało oznak stężenia pośmiertnego ani rozkładu. Nawet po trzech dniach jej skóra pozostała gładka i chłodna w dotyku, jakby zmarła zaledwie kilka chwil wcześniej. Kiedy próbowali ją przenieść, jej ciało było niewiarygodnie ciężkie, jak dzieci w 1968 roku. Potrzeba było czterech osób, aby przenieść ją do furgonetki koronera. Kiedy dotarła do kostnicy, ważyła praktycznie nic.
Eric Halloway uczestniczył w jej pogrzebie. Obecnych było sześć osób, w tym ksiądz. Żadnej rodziny, żadnych przyjaciół, tylko pracownicy socjalni i kilku ciekawskich mieszkańców, którzy słyszeli o tej dziwnej kobiecie, która nigdy się nie zestarzała. Została pochowana na publicznym cmentarzu na obrzeżach miasta, w nieoznakowanym grobie. Halloway stał na skraju cmentarza, gdy wszyscy już wyszli, i później napisał, że poczuł, jak coś się zmienia w powietrzu, gdy tylko pierwsza łopata ziemi dotknęła trumny. Żadnego dźwięku, żadnego ruchu, ale obecność, nagle nieobecna, jakby ciśnienie zostało uwolnione. Opisał to jako uczucie wstrzymanego oddechu, który w końcu został wypuszczony. Został, dopóki grób nie został zasypany, a następnie wrócił do samochodu. Nigdy nie napisał książki, którą planował. Nigdy nie opublikował pełnego nagrania swojej rozmowy z Sarah. W 2019 roku przeprowadził się na północno-zachodnie wybrzeże Pacyfiku i całkowicie zaprzestał badań nad historią Appalachów. Zapytany dlaczego, odpowiedział po prostu: „Niektórych historii nie powinno się opowiadać”. Niektóre rzeczy lepiej zostawić w grobie. Rodzina
Ale historia nie skończyła się na śmierci Sary. W 2020 roku geodeta pracujący na terenie, który kiedyś był Hollow Ridge, zgłosił znalezienie pozostałości starej posiadłości Dalhartów. Stodoła, w której znaleziono dzieci, zniknęła, zawaliła się dekady wcześniej, ale główny dom wciąż stał niepewnie. Z ciekawości wszedł do środka. Tam znalazł ściany pokryte tymi samymi symbolami, które jedno z dzieci Dalhartów obsesyjnie rysowało w Riverside Mansion. Setki z nich były wyrzeźbione w drewnie, rozciągały się od podłogi do sufitu w każdym pokoju. Sfotografował je i wysłał zdjęcia do lingwisty z Virginia Commonwealth University. Lingwista nie potrafił zidentyfikować języka, ale zauważył, że symbole podążały za spójną strukturą gramatyczną, co sugerowało, że miały charakter komunikacyjny, a nie dekoracyjny. Zauważył również, że wiele symboli wydawało się być instrukcjami: instrukcjami czegoś, procesu, rytuału.
Dwa tygodnie później geodeta wrócił na posesję, aby wykonać więcej zdjęć. Domu już nie było; nie zawalił się, nie spłonął, po prostu zniknął. Fundamenty wciąż tam były, ale konstrukcja zniknęła. Nie było gruzu, śladów rozbiórki, tylko pusta polana, gdzie dom stał przez ponad 200 lat. Od tego czasu pojawiły się kolejne doniesienia. Wędrowcy w okolicy opisywali, że słyszeli nocą brzęczenie w lesie: ten sam głęboki, donośny ton, który prześladował personel Riverside Manor. Myśliwi znajdowali idealnie okrągłe kręgi martwej roślinności w miejscach, gdzie nic nie powinno być w stanie tak całkowicie wyeliminować podszytu. W 2022 roku rodzina biwakująca w pobliżu dawnej posiadłości Dalhartów zgłosiła, że widziała dzieci na drzewach o świcie: 17 z nich, całkowicie nieruchomo, obserwujących pole namiotowe. Rodzina natychmiast zebrała swoje rzeczy i odeszła. Kiedy zgłosili to lokalnym władzom, powiedziano im, że w okolicy nie ma żadnych dzieci, osób zaginionych, obozów ani grup młodzieżowych. Rodzina nigdy nie wróciła.