Ale właśnie tego jej nie powiedziałem. Do czego wciąż nie potrafiłem się przyznać przed sobą. Zaczynałem coś czuć. Coś niemożliwego. Coś niebezpiecznego.
Pod koniec kwietnia ustaliliśmy już rutynę. Rano Josiah pomagał mi w przygotowaniach, a potem zabierał mnie na śniadanie. Potem wracał do kuźni, a ja zajmowałam się rachunkami domowymi. Po południu wracał i spędzaliśmy razem czas.
Czasami obserwowałem go przy pracy, zafascynowany tym, jak przemieniał żelazo w użyteczne przedmioty. Czasami czytał mi, a jego umiejętność czytania znacznie się poprawiła dzięki dostępowi do biblioteki mojego ojca i moim prywatnym lekcjom. Wieczorami rozmawialiśmy o wszystkim: o jego dzieciństwie na innej plantacji, o matce, którą sprzedano, gdy miał dziesięć lat, i o marzeniach o wolności, które wydawały się nieosiągalne.
I mówiłam o mojej matce, która zmarła przy moim porodzie. O wypadku, który mnie sparaliżował, o poczuciu uwięzienia w ciele, które nie działało, i w społeczeństwie, które mnie nie chciało. Byliśmy dwojgiem wyrzutków, którzy znaleźli ukojenie w swoim towarzystwie.
W maju coś się zmieniło. Widziałem Josiaha pracującego w kuźni, rozgrzewającego żelazo do czerwoności, a następnie nadającego mu kształt precyzyjnymi ruchami.
„Myślisz, że mógłbym spróbować?” – zapytałem nagle.
Spojrzał w górę ze zdziwieniem. „Spróbować czego?”
„Praca kucia. Wykuwanie czegoś.”
„Eleanor, jest gorąco i niebezpiecznie i…”
„—i nigdy w życiu nie robiłem niczego wymagającego wysiłku fizycznego, bo wszyscy uważają, że jestem zbyt słaby, ale może z twoją pomocą dałbym radę”.
Długo się we mnie wpatrywał, po czym skinął głową. „Dobrze, teraz to bezpiecznie naprawię”.
Postawił mój wózek inwalidzki obok kowadła, podgrzał mały kawałek żelaza, aż stał się kowalny, położył go na kowadle, a następnie dał mi lżejszy młotek.
„Uderz dokładnie tam. Nie przejmuj się siłą. Po prostu poczuj, jak porusza się metal.”
Uderzyłem. Młot uderzył w żelazo z cichym, głuchym odgłosem. Ledwo zostawił ślad.
„Jeszcze raz. Odwróć się do niego plecami.”
Uderzyłem mocniej. Lepszy strzał. Żelazo lekko się wygięło.
„Dobrze. Jeszcze raz.”
Waliłem młotkiem bez przerwy. Paliły mnie ręce. Bolały mnie ramiona. Pot spływał mi po twarzy. Ale wykonywałem pracę fizyczną, kształtując metal własnymi rękami. Kiedy żelazo ostygło, Josiah podniósł lekko wygięty kawałek.
„Twój pierwszy projekt. Nic specjalnego, ale dałeś radę”. Odłożyła żelazko. „Jesteś silniejszy, niż myślisz. Zawsze byłeś. Po prostu potrzebowałeś odpowiedniego zlecenia”.
Od tego dnia spędzałem godziny w kuźni. Josiah nauczył mnie podstaw: jak nagrzewać metal, jak go kuć i jak nadawać mu kształt. Nie byłem wystarczająco silny do ciężkich prac, ale potrafiłem tworzyć małe przedmioty: haki, proste narzędzia, ozdoby.
Po raz pierwszy od 14 lat, od wypadku, poczułem, że fizycznie jestem w stanie coś zrobić. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale ręce i dłonie tak. I w kuźni to wystarczyło.
Ale działo się coś jeszcze. Coś, czego nie mogłem kontrolować.
Czerwiec przyniósł inne objawienie. Pewnego popołudnia byliśmy w bibliotece. Josiah czytał Keatsa na głos. Jego czytanie poprawiło się do tego stopnia, że był w stanie zrozumieć złożone teksty. Jego głos był idealny do poezji: głęboki, dźwięczny, nadający wagę każdemu wersowi.
„Piękna rzecz to wieczna radość” – przeczytała. „Jej piękno wzrasta. Nigdy nie zniknie w nicość”.
„Naprawdę w to wierzysz?” – zapytałem. „To piękno jest wieczne”.
„Wierzę, że piękno w pamięci jest wieczne. Sam obiekt może blaknąć, ale pamięć o pięknie pozostaje.”
Co najpiękniejszego kiedykolwiek widziałeś?
Przez chwilę milczał. Potem: „Wczoraj w kuźni, cały w sadzy, spocony, śmiejąc się, wbijając ten gwóźdź. To było piękne”.
Serce zabiło mi mocniej. „Josiah, przepraszam. Nie powinnam była…”
„Nie”. Przysunąłem wózek bliżej miejsca, w którym siedział. „Powiedz to jeszcze raz”.
„Byłaś piękna. Jesteś piękna. Zawsze byłaś, Elellanar. Wózek inwalidzki tego nie zmieni. Złamane nogi tego nie zmienią. Jesteś inteligentna, miła, odważna i, tak, fizycznie piękna”. Jej głos stał się bardziej dumny. „Dwunastu mężczyzn, którzy cię odrzucili, to ślepi idioci. Zobaczyli wózek inwalidzki i odwrócili wzrok. Nie widzieli ciebie. Nie widzieli kobiety, która nauczyła się greki tylko dlatego, że mogła, która czytała filozofię dla przyjemności, która nauczyła się kuć żelazo pomimo złamanych nóg. Nie widzieli tego wszystkiego, bo sami tego nie chcieli”.