Kiedy rodzice zerwali ze mną kontakt w wieku trzynastu lat, nie było żadnego wahania ani próby złagodzenia tej chwili. Stało się to w deszczowy wtorkowy wieczór w Ohio.
Wciąż widzę moją matkę, Lindę, stojącą w kuchni z założonymi rękami, mówiącącą, że jestem "emocjonalnym ciężarem, którego nie mogą już udźwignąć." Mój ojciec, Richard, nigdy nie spojrzał mi w oczy. Powiedziano mi, żebym spakował torbę i poczekał na zewnątrz. To była noc, kiedy skończyło się moje dzieciństwo.
Unikałem opieki zastępczej tylko dzięki mojemu wujkowi, Thomasowi Reynoldsowi — starszemu bratu mojego ojca. Był bogaty, prywatny i rzadko angażował się w rodzinne wydarzenia. Ledwo go znałem. A jednak tego wieczoru przyjechał czarnym sedanem, wysiadł w szytym płaszczu i powiedział po prostu: "Ona jedzie ze mną." Nikt się nie sprzeciwiał. Moi rodzice wyglądali na odetchniętych z ulgą.
Mieszkanie z wujkiem Thomasem było ciche, uporządkowane i wymagające. Cenił dyscyplinę, edukację i odpowiedzialność. Nie było żadnych emocjonalnych zapewnień ani gestów litości. Umieścił mnie w prywatnej szkole, zorganizował korepetycje, gdy miałem trudności, i oczekiwał efektów. Kiedyś powiedział mi: "Nie jesteś mi winien dzięki. Jesteś sobie winien wysiłek." Z czasem zrozumiałem, że jego troska nie była pobłażliwa — była celowa.