Makabryczna sprawa najokrutniejszej panny młodej w Appalachach: jej przerażające praktyki seksualne... Appalachy 1906

Poobijana, posiniaczona i czując się całkowicie pokonana, Sarah May z trudem wracała do domu, gdzie zastała scenę, która niemal złamała jej ducha. Cordelia Thorne leżała nieprzytomna na podłodze w kuchni, a obok niej stała pusta butelka po laudanum. Nie mogąc znieść myśli, że Sarah May zginie za próbę pomocy, Cordelia postanowiła odebrać sobie życie. W tragicznym liście pożegnalnym wyznała, że ​​wierzy, iż jej istnienie jest przekleństwem, zadającym ból każdemu, kto okaże jej łaskę.

 

Napędzana czystą adrenaliną i żelazną wolą, Sarah May walczyła, by uratować młodą kobietę. Wmuszała jej wodę w gardło, wywołując wymioty, by pozbyć się trucizny z organizmu. To była długa i wyczerpująca noc czuwania. Siedząc obok ofiary, która z trudem łapała oddech, Sarah May otworzyła Biblię ojca. Przeczytała podkreślone przez niego fragmenty: wersety o sprawiedliwości płynącej jak rzeka, o obronie słabych i uciśnionych oraz o straszliwej cenie mówienia prawdy władzy.

 

 

Gdy słońce wzeszło nad szczytami Appalachów, Sarah May doświadczyła głębokiej zmiany perspektywy. Zrozumiała, że ​​podążanie za zasadami zmanipulowanego systemu było głupotą. Nie mogła udowodnić niewinności Cordelii miastu, które podtrzymywało swoje iluzje, wykorzystując jej poczucie winy. Zamiast tego musiała skupić się na bezpieczeństwie. Musiała zapewnić Cordelii bezpieczeństwo.

 

 

Przekształcając swój żal w zimne, wyrachowane działania, Sarah May zaczęła sprzedawać najcenniejsze dobra ojca. Rzadkie teksty teologiczne i pierwsze wydania książek były dyskretnie odsprzedawane kupcom w mieście. Pieniądze przeznaczono na tajne przejście do Charleston i sfinansowanie listów polecających do tajnej sieci organizacji charytatywnych dla kobiet, które pomagały w znikaniu kobiet będących ofiarami przemocy. Z niewiarygodną cierpliwością i strategiczną błyskotliwością Sarah May opracowała niezawodny plan, by wymazać Cordelię Thorne z powierzchni ziemi i dać jej nowe imię, nową tożsamość i prawdziwą szansę na życie.

 

 

Ale Sarah May nie poprzestała na tym, by po prostu zniknąć w mrokach nocy. Jej ojciec zginął za to miasto i była zdecydowana, by wszyscy rozliczyli się z jego ofiary. W ostatnią niedzielę Cordelii w Blackwater Hollow, Sarah May weszła prosto do kościoła. Wbrew protestom pastora, weszła na ambonę, gdzie kiedyś stał jej ojciec. Zgromadzeni zamarli w bezdechu.

 

Nie wymieniał nazwisk. Nie wskazywał palcem na szeryfa Colemana ani na nadzorców kopalni. Zamiast tego wygłosił druzgocące dwudziestominutowe kazanie o korupcji kryjącej się w ich zbiorowych duszach. Mówił o tym, jak strach społeczności przed niewygodną prawdą popchnął ich do poświęcenia niewinnych istnień. Głosił o tym, jak pragnienie zachowania porządku społecznego i status quo uczyniło ich współwinnymi niewypowiedzianych okrucieństw. „Kiedy uznajemy, że niektórzy ludzie są warci poświęcenia dla dobra innych” – oznajmił, a jego głos odbił się echem od witraży – „kiedy demonizujemy ofiary, aby uniknąć konfrontacji ze sprawcami, stajemy się kimś gorszym niż chrześcijanie, za których się podajemy”.