Napięcie w końcu osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy Sarah May skonfrontowała się z Cordelią w pobliżu strumienia. Kobieta, pogrążona w żalu, wybuchnęła płaczem, błagając Sarah May, by przestała, przerażona, że każdy, kto okaże jej dobroć, zginie. „Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek inny umierał za to, kim jestem” – szlochała Cordelia. Ale Sarah May była nieugięta. „Jesteś ofiarą” – oświadczyła. W tej poruszającej rozmowie Cordelia potwierdziła wszystko, co sugerowały pamiętniki. Kilkakrotnie próbowała uciec, znikając w zdradliwych górach, ale szeryf Coleman i jego psy zawsze ją odnajdywali, zwracając ją wierzycielom jej ojca.
W spisek byli zaangażowani wszyscy. Kierownictwo firmy górniczej organizowało transakcje finansowe. Szeryf pełnił rolę łowcy nagród i egzekutora. Starsi Kościoła głosili podporządkowanie żon, przymykając na to oko. To była perfekcyjnie zaprojektowana machina patriarchalnego ucisku. Mężczyźni z pieniędzmi mogli kupować ludzi, a milczenie społeczności okupiono mieszanką zależności ekonomicznej i czystego terroru.
Niebezpieczeństwo osiągnęło apogeum, gdy Sarah May wróciła do domu i zastała gabinet ojca całkowicie splądrowany. Ukryte pamiętniki i raporty medyczne zniknęły. Ludziom z Blackwater Hollow udało się zniszczyć jedyny fizyczny dowód swoich zbrodni. Pozostała tylko jedna, przerażająca wiadomość, nabazgrana czerwonym atramentem na Biblii jej ojca: „Przestańcie szerzyć kłamstwa o dobrych chrześcijanach”.
Trzy noce później system wykonał ostateczny ruch, by ją uciszyć. Gdy Sarah May wracała do domu po ciemku, czterech zamaskowanych mężczyzn zaatakowało ją w zaułku. Zaciągnęli ją w cień między budynkami i brutalnie, metodycznie pobili. Nie był to akt namiętności, lecz profesjonalny przekaz. Leżała krwawiąc na chodniku, z pochyloną głową, przesiąkniętą zapachem tytoniu i whisky, i kazali jej spakować walizki i wrócić do miasta, bo inaczej skończy na dnie szybu kopalnianego, tak jak jej ojciec.
""