Mój mąż zostawił mnie samą ze swoim „sparaliżowanym” synem w nudny czwartkowy wieczór, pocałował mnie w policzek przy drzwiach wejściowych i odjechał długą, żwirową drogą, jakby miał zamiar wrócić.
Nie, nie zrobił tego.
Albo raczej nigdy nie było to jego zamiarem.