- Impreza-powiedziałem powoli, ciekawa, jak daleko to posunie-ta, na którą nigdy mnie nie zaprosiłeś?”
Prychnęła.
"Ta sama impreza, na której powiedziałeś wszystkim, że jestem zbyt zajęty, aby przyjść na uroczystość mojej własnej przyrodniej siostry?”
Mój głos pozostał równy. Lata nauczyły mnie, że okazywanie emocji wokół Diany jest jak karmienie drapieżnika.
Zaśmiała się Ostro. - Przestań udawać, Rebecca. Wszyscy wiedzą, że jesteś zazdrosna o Madeline. A teraz już nigdy nie wejdziesz do tego domku na plaży.”
Zazdrosny. Jej ulubione oskarżenie od dnia, w którym poślubiła mojego ojca.
W odbiciu okna w moim umyśle pojawił się inny obraz. Szeroki ganek z białymi balustradami. Stary fotel bujany. Niekończący się Atlantyk błyszczy dalej.
Dom na plaży.
Śmiech mamy odbijał się echem w pamięci.
"Rebecca, spójrz na tę falę. Jest większy niż byłeś, gdy miałeś pięć lat.”