Mojej matce trzeba było pomóc, żeby się zestarzeć, ale nie żeby zniknąć ze swojego życia.

W tym samym czasie złamałem rękę skacząc z dachu garażu, bo myślałem, że potrafię latać.

 

O wiśniowym cieście, które piekła każdego Czwartego Lipca.Nic pilnego. Nic ważnego.

 

I jakoś to jest jedyne, co się liczy.

 

W pewnym momencie śmiał się tak głośno, że musiał ocierać oczy.

 

W pewnym momencie zamilkł i powiedział: „Nocą w tym domu panuje nierealna cisza”.

 

Nie wiedziałam co odpowiedzieć.

 

Ponieważ wiedziałem, że to prawda.