Przyjęła ją.
Gregory wszedł do mojego biura, niosąc bukiet żółtych róż i dwie filiżanki kawy – ciemno palonej, teraz bez cukru. Zmieniłem gust.
„Gotowa na kolację?” – zapytał, pochylając się, żeby pocałować mnie w czoło. Było w tym autentyczne ciepło, szacunek, który wypracowaliśmy w okopach naszej odbudowy.
„Prawie” – powiedziałem, podpisując ostatnią stronę umowy fuzji dla nowego klienta. „Właśnie kończę ostatni audyt”.
„Czyj?”
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się. „Nasze. I w pierwszym kwartale od trzech lat, Gregory, z radością informuję, że w końcu jesteśmy na plusie”.
Wyszliśmy z biura razem, dwaj równorzędni partnerzy wchodząc do…
Niespokojny, który nie był już kpiącym spojrzeniem. Nauczyłem się najdroższej lekcji w życiu: że miłość bez szacunku to po prostu zła inwestycja.
A co z moimi kartami kredytowymi? Mam teraz własne. Czarne, tytanowe i całkowicie na moje nazwisko. Nigdy więcej nie będę musiał prosić o pozwolenie.