Mój tata był szkolnym woźnym, a koledzy z klasy kpili z niego przez całe życie. Kiedy zmarł tuż przed moim balem maturalnym, uszyłam sobie sukienkę z jego roboczych koszul, żeby móc nosić w sobie cząstkę jego osoby. Ludzie się śmiali, kiedy wchodziłam. Ale zanim dyrektor skończył mówić, nikt już się nie śmiał.
Zawsze byliśmy tylko we dwoje — tata i ja.
Moja mama zmarła przy moim porodzie, więc mój tata, Johnny, robił wszystko sam. Pakował mi lunch przed wyjściem do pracy, smażył naleśniki w każdą niedzielę bez wyjątku, a gdzieś w drugiej klasie sam nauczył się zaplatać warkocze, oglądając tutoriale na YouTube.