Zaniosłam naszyjnik mojej zmarłej babci do lombardu, żeby zapłacić czynsz – wtedy antykwariusz zbladł i powiedział, że czekał na mnie 20 lat.

„Muszę to sprzedać” – powiedziałam, kładąc naszyjnik na ladzie.

 

Mężczyzna zamarł w chwili, gdy to zobaczył.

 

Jego twarz straciła wszelki kolor.

 

„Skąd to masz?” – mruknął.

 

„Należało do mojej babci” – odpowiedziałem. „Potrzebuję tylko wystarczająco dużo pieniędzy na czynsz”.

 

"Jak on się nazywał?"

 

"Merinda."

 

Zatoczył się do tyłu, chwytając się lady. „Proszę pani… musi pani usiąść”.

 

Poczułem ucisk w żołądku.

 

"Czy to źle?"

 

„Nie” – powiedział drżącym głosem. „To jest bardzo realne”.

 

Zanim zdążyłem zareagować, chwycił telefon.

 

„Mam go. Naszyjnik. Jest tutaj.”

 

Dreszcze przeszły mnie.

 

„Do kogo dzwonisz?”

 

On wyglądał