„Muszę to sprzedać” – powiedziałam, kładąc naszyjnik na ladzie.
Mężczyzna zamarł w chwili, gdy to zobaczył.
Jego twarz straciła wszelki kolor.
„Skąd to masz?” – mruknął.
„Należało do mojej babci” – odpowiedziałem. „Potrzebuję tylko wystarczająco dużo pieniędzy na czynsz”.
"Jak on się nazywał?"
"Merinda."
Zatoczył się do tyłu, chwytając się lady. „Proszę pani… musi pani usiąść”.
Poczułem ucisk w żołądku.
"Czy to źle?"
„Nie” – powiedział drżącym głosem. „To jest bardzo realne”.
Zanim zdążyłem zareagować, chwycił telefon.
„Mam go. Naszyjnik. Jest tutaj.”
Dreszcze przeszły mnie.
„Do kogo dzwonisz?”
On wyglądał