Cztery słowa napisane drżącym pismem:
„Proszę mu nie ufać.”
Serce Lauren waliło.
Co jeszcze ukrywała Kiara?
Czy miał jeszcze czas, żeby ją uratować, zanim zdał sobie sprawę, że prawda zaczyna mu uciekać?
Ochrona przybyła w ciągu kilku minut. Dwóch funkcjonariuszy stacjonowało przy wejściu, a Derek Vaughn krążył jak zwierzę w klatce. Jego twarz, wcześniej wykrzywiona wymuszoną paniką, teraz wykrzywiła się zniecierpliwieniem. „Długo jeszcze?” – warknął do pielęgniarki w recepcji. „Muszę zobaczyć się z żoną”.
„Będzie pan musiał poczekać, proszę pana” – odpowiedziała spokojnie. „Lekarz wciąż ocenia pańskie obrażenia”.
Derek zacisnął pięści, ale maska pozostała na swoim miejscu, przynajmniej na razie.
W sali operacyjnej numer 3 dr Lauren Hayes ponownie otworzyła notatkę, czując ciężar czterech desperackich słów: Proszę mu nie ufać.
Wsunęła kartkę do karty Kiary akurat w chwili, gdy wbiegła pracownica socjalna Marissa Cole. Marissa była łagodną kobietą o stalowym temperamencie — dokładnie taką osobą, jakiej Kiara potrzebowała.
„Co oglądamy?” zapytała Marissa.
„Lata znęcania się” – powiedziała Lauren. „I panicznie boi się męża. Jej akta są pełne podejrzanych historii. To coś więcej niż znęcanie się; to kontrola”.
Marissa ponuro skinęła głową. „Nie wpuścimy go. Jeśli się obudzi, porozmawiam z nią”. Kiara poruszyła się, wydając z siebie cichy, bolesny jęk. Lauren podeszła do niej.
„Kiara? Słyszysz mnie?” zapytała cicho.
POWIEDZ TAK, JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ CAŁĄ HISTORIĘ. Tej nocy drzwi szpitala St. Mercy nie tylko się otworzyły, ale wręcz eksplodowały.
Uderzyły w metalowe szyny z taką siłą, że okna zadrżały, a przestraszona wolontariuszka przy stanowisku informacji upuściła notes. Rozmowy w poczekalni nagle ucichły. Wszyscy odwrócili się jednocześnie.
Większość ludzi udała się na pogotowie ze strachu.
Ten człowiek wziął teatr we własne ręce.
To może być obraz szpitala